1 Komentarz

Smutny Park

Koszalin – zielone miasto. To hasło, które obowiązywało przez bardzo długi czas. Wiele osób podróżujących po kraju, wskazywało chętnie nasz region jako naturalny, czysty, zielony i pełen różnorodności w postaci dostępu do morza, licznych jezior i lasów okalających Górę Chełmską. Koszalin wypadał dobrze na tle miast podobnej wielkości, co zatem się stało, że my sami, nie myślimy już dobrze o naszym mieście?

 

Zielone wizje

 

W latach 2011-2012 została przeprowadzona rewitalizacja parku im. Książąt Pomorskich. Projekt ten obejmował:

  • zagospodarowanie terenu;
  • nasadzenia zieleni oraz prace pielęgnacyjne istniejącej zieleni;
  • modernizacje i wymianę elementów małej architektury;
  • budowę fontanny w miejscu istniejącej oraz fontanny pływającej na stawie (Fontanna składać się będzie z dwóch okrągłych niecek – zewnętrznej niskiej misy oraz wewnętrznej wyższej. Strumienie wody będą podświetlane oświetleniem ledowym. Na terenie parku przewiduje się także wykonanie fontanny pływającej na stawie. Fontanna podświetlana będzie przez podwodny zestaw oświetleniowy);
  • wymianę oświetlenia (nowe oświetlenie terenu zostanie wykonane z wykorzystaniem halogenometalowego i ledowego źródła światła oraz przy zastosowaniu sterowania oświetleniem);
  • modernizacje nawierzchni utwardzonych;
  • prace porządkowe na terenie parku;

Główne punkty projektu to nadanie nowego charakteru placom przy fontannie, wokół pomnika C. K. Norwida, przy wejściu do parku od strony ul. Młyńskiej oraz we wnętrzu, gdzie dawniej znajdowały się stoliki do gry w szachy. Projektuje się nowe skupiska krzewów oraz drzew wokół stawu parkowego, wzdłuż cieku wodnego oraz wzdłuż alejek spacerowych. Zakłada się także osłonięcie roślinnością mało estetycznych miejsc i elementów wyposażenia oraz infrastruktury technicznej.

W ramach realizacji projektu przewiduje się osiągniecie następujących wskaźników produktu:

  • Liczba wybudowanych obiektów infrastruktury turystycznej – 62 szt. (ławki, zegar, altany, trejaże, fontanna).
  • Liczba oznakowanych atrakcji dziedzictwa przyrodniczego – 16 szt. (tablice informacyjne o pomnikach przyrody).
  • Powierzchnia obszarów cennych przyrodniczo objętych ochrona i/lub rewaloryzacja – 5,7170 ha.

Minęło nawet nie 10 lat i mam wrażenie, że przez ten okres absolutnie nic się nie działo. A to co zadziało się dziesięć lat temu, już przestało działać.  Jak mogło do tego dość, zastanawiają się mieszkańcy na różnych forach internetowych. Temat jest żywo poruszany między mieszkańcami z kilku powodów.

 

Potencjalne powody

 

Park miejski jest świetnie usytuowany miejscem w Koszalinie. Jego rozłożystość zaczynająca się od Muzeum, a nawet powiedziałabym znacznie wcześniej, bo już od ścieżki rowerowej przy Sportowej Dolinie, poprzez plac przy Amfiteatrze, plac zabaw przy Poliklinice, kończy się przy stadionie Gwardii, choć śmiało można go pociągnąć jeszcze, tuż przy Parku Robin Hooda, aż po przejście dla pieszych przy 4 marca, jest ogromnym atutem i zieloną miejską enklawą.  Park codziennie w różny sposób użytkowany jest przez mieszkańców miasta, a to jako miejsce spacerów młodych mam z wózeczkami, rowerzystów, ludzi skracających drogę do/z pracy, sporej ilości dzieci i osób starszych, miłośników czworonogów czy osób chcących sfotografować się na tle… no właśnie na tle czego.

 

Park, który i jego ogromny potencjał, który powinien stanowić wizytówkę miasta, jest  zaniedbany. Od niespełna 10 lat nie zrobiono w nim nic. A to co zrobiono wówczas, po prostu się psuje i nie nadaje do użytku, dlaczego? Być może użyto nieodpowiednich (najtańszych) materiałów, może nie zaczerpnięto opinii znawców tematu? Wiedzą to Ci, którzy wówczas podejmowali decyzje, a pokłosie tych decyzji „bawi” nas do dziś.

Coś jest nie tak.

 

Zdecydowanie brak czystość boli i pozostawia wiele do życzenia. Przepełnione kosze, za mała ich liczba i całkiem głupie usytuowanie ich przy ławkach (kto lubi siedzieć przy przepełnionym śmietniku? Ręka do góry!). Same ławki również wymagają raz na jakiś czas przemycia. W końcu różni są ludzie i różnie się zachowują: obsikają, gumę przykleją, jeśli nic co ludzkie nie jest nam obce, warto to też wziąć pod uwagę. O pomstę do nieba proszą się tablice informacyjne, całkowicie zmurszałe, mchem porośnięte i przekrzywione na placu zabaw za Polikliniką. Plac zabaw sam zresztą jest dość niefortunnie położony, wśród starych łamiących się drzew, w wiecznym cieniu i błotnistym podłożu. Huśtawki, piaskownica, wyglądają jakby był z czasów PRL-u a chyba nie są, do tego absolutnie dziwne karmniki dla ptaków, które wyglądają jak paśniki dla dzików.

Kolejną rzeczą, która została potraktowana po macoszemu w ostatniej rewitalizacji jest roślinność. Rewitalizacja, uporządkowała alejki, wprowadzając nawet element betonozy w postaci smutnej fontanny, która ani nie leje wody, ani nie świeci (co umówmy się i ta są atrakcjami sprzed dobrych 3 dekad), w żaden jednak sposób nie urozmaiciła, nie wzbogaciła roślinności parkowej.

Trzeba zwrócić uwagę, że park pod względem nasadzeń nie jest łatwym miejscem. W zasadzie pełno w nim cienistych i błotnistych klimatów, a więc i dobór roślin powinien być wyjątkowo i specjalistycznie potraktowany. Całkowicie brakuje koloru, oprócz kilku krzaków azalii i forsycji przy Filharmonii. Kwietny dywan przy betonowej fontannie też różnie się kształtuje. Za to ogród różany tuż przy CK105 przedstawia się żałośnie. W tym miejscu w sezonie wakacyjnym powinno odbywać się najwięcej sesji zdjęciowych, randek, koncertów filharmoników, a wieje nudą, śmieciem i chwastem. Róże rosną, bo rosną, siłą własnej woli, w żaden sposób nie są kształtowane, formowane czy przycinane. Brakuje tam ławek i stylowego oświetlenia. Czemu? Nie ma zielonego pojęcia.

 

Tak popularne zakładanie łąk miejskich z roślinami stanowiącymi pożytek dla owadów i podnoszących walory gleby oraz oczywiście cieszących oko, został całkowicie zignorowany, choć wydawałoby się, że terenu w parku nie brakuje. Łąka to oczywiście, coś co samo rośnie na przedmieściach, ale w mieście, trzeba by się nad tym specjalnie pochylić i skomponowane odpowiednio trawy i byliny po prostu posiać. Co za tym idzie, znakomicie byłoby budować owadzie hotele, czy miododajne poletka, ogromny teren przy wodociągach (ten za płotem) aż prosi się o miejską pasiekę (miód koszaliński (!?)). No ale tu pewnie są jakieś mega procedury nie do przejścia.

 

Bolą też zaniedbania przy dawnych nasadzeniach. Sprawia to wrażenie, że nikt nad tym nie czuwa, a park to taki ogród w skali makro, który wymaga pracy. Z jednej strony wymagają opieki pomniki przyrody, starodrzew, a z drugiej strony taki park należy budować, czyli tworzyć nowe rabaty. Park to nie tylko równe ścieżki (choć równe nie są), ale przede wszystkim przyroda.

 

Tworzenie elementów małej architektury z najtańszych materiałów, jest zdaje się błędem. Zbyt dużo osób korzysta z parku oraz specyficzny klimat sprawia, że rzeczy dość szybko            (można nawet powiedzieć, że za szybko) się eksploatują.

 

Tu poruszę też temat, który bardzo często podnoszony jest przez osoby, spacerujące po parku, a mianowicie chodzi brak kawiarni. Faktycznie, sam park nie ma w swojej przestrzeni takiego miejsca, można więc liczyć na przedsiębiorców, którzy znajdują się nieopodal, ale czy oni są gotowi na wykorzystanie tej luki, naprawdę trudno powiedzieć. Na dziś luka jest, kto pierwszy się za to weźmie, wygra.

Lokale w okolicach parku to: 2CV Bistro (o tym miejscu niedawno pisałam), Park Cafe, Pokój w Bibliotece, Spoko Miejsce, Rezerwat, Warka. Oprócz Pokoju w Bibliotece (choć godziny otwarcia też są specyficzne), żadna z nich nie bierze w swojej ofercie pod uwagę bliskości parku. Czemu? Może nie widzą w tym nic dla siebie? Nie ma pojęcia. Chodzi głównie o przystanek, o miejsce na kawę, ciacho, chwilę relaksu, ale i też coś co można potraktować „take away”. I koniecznie z miejscem na rowery, bo rowerzystów jest w parku multum. Szkoda to bagatelizować.

 

Zdaje się, że tak niewiele trzeba, aby poprawić nasz park, choć wiem, że za tym stoją grube miliony. Może nie wszystko na raz, w wielkim projekcie rewitalizacji, a po prostu etapami i małymi krokami, tak aby park znów stał się przyjemnością. Może mieszkańcy Ratusza, powinni czasem sami przejść się Śródmieściem, uliczkami, parkiem, aby dostrzegli potrzeby, zanim ruszą po pracy na swoje oddalone od centrum osiedla mieszkaniowe. Śródmieście jest naszą wizytówką. Jaka jest wizytówka, każdy widzi.

Najpopularniejsze
Zapisz się do mojego newslettera
Kategorie
Archiwum
Koszalin

Podobne wpisy

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najczęściej oceniane
Informacje zwrotne w treści
Zobacz wszystkie komentarze
Krystyna M.
Krystyna M.
2 lat temu

Najbardziej podoba mi się to, że z Północy aż do Wodnej Doliny można przejść parkami. Tam, gdzie park „sam się broni” – tam jeszcze ujdzie. Ale prawdą jest, że jest zaniedbany, pomimo niby różnych inwestycji. Niektóre miejsca nawet lepiej nie odwiedzać wieczorem, bo okupowane są przez różnych dziwnych ludzi nieceniących piękna przyrody. Są też miejsca, gdzie tylko maseczka, którą na szczęście nosi się teraz przy sobie – ratuje nasz zmysł węchu. A obecnie zamknięty na nie wiadomo jak długo drewniany mostek nie zachęca nawet do przechodzenia na skróty przez park, bo trzeba robić wielkie koła. Szkoda, bo to jednak jedna z najpiękniejszych wizytówek Koszalina…