Brak komentarzy

Marta Klim

Marzenia są po to, aby je spełniać – Marta Klim

Czasem łapię się na tym, że nie umiem marzyć, tak szalenie, tak z rozmachem. Mam marzenia pewnie, ale sama nawet w skrytości podchodzę do nich nieśmiało. Zresztą, za powłoką otwartej osoby stoi duży cień nieśmiałości. Może właśnie dlatego robią na mnie piorunujące wrażenie osoby, które nie mają barier w marzeniach i może nawet nie chodzi o dążenie do jakiegoś konkretnego celu, a chodzi to, że nic ich nie krępuję. Nie będę ukrywać, chciałabym tak umieć.

 To była wielka przyjemność, spotkania z Martą Klim, młodą żoną i mamą trójki szkrabów: Blanki, Neli i Marcela. Z zawodu jest kosmetologiem i prowadzi swój własny salon stylizacji paznokci, ale kocha gotować i umie pięknie o tym opowiadać, do tego ma aksamitny głos i ciągle roześmiane oczy.

Marta wzięła udział w Masterchefie, edycji, którą właśnie możecie oglądać w TVN. Dostała się do finałowej czterdziestki i mimo, że nie ma jej już w programie, dalej kibicuje pozostałym uczestnikom.

Jeśli kiedyś zastanawiałeś się jak wygląda taki program od kulis i co musi się wydarzyć, aby wziąć w nim udział i kim tak naprawdę jest Marta, poczytaj naszą rozmowę, która miała miejsce kilkanaście dni temu w jednej z koszalińskich kawiarni.

– Cześć Marto, miło Ciebie widzieć, choć mam wrażenie, że już trochę Cie znam,     w        końcu od czego są media. 

           Cześć, no tak ( śmiech)

             A więc zacznijmy nieco inaczej, jaka jest twoja ulubiona roku.

Wiosna i lato. Wszystko budzi się do życia. Są długie dni i krótkie noce i jest dużo dobrych składników na pyszne jedzenie. 

– Właśnie o to chciałam Ciebie spytać, bardziej myśląc o kulinarnych aspektach.

Tak to zdecydowanie moje najlepsze pory roku i także pod tym względem.

-Ostatnio obchodziliśmy dzień kawy, dziś też spotykamy się na kawie, czy kawa to jest twój napój?

Tak kawa jest to zdecydowanie mój napój. Dzień zaczynam od kawy i dzień kończę na kawie. W zasadzie pije są cały czas, a w tej kawiarni jestem prawie codziennie (śmiech)Lubię ją po prostu.

– A gdyby w MasterChefie było takie zadanie, aby wykorzystać w potrawie kawę, co byś zaproponowała

Oczywiście byłoby to tiramisu, choć w moim Brownie, które zdecydowało o moim wejściu do 40-tki najlepszych tego programu, też dodałam kawy. Bardzo lubię kawowy posmak, szczególnie w deserach, bo daniach wytrawnych, raczej nie koniecznie. 

– Masterchef – program jest na antenie od wielu, wielu lat. Na początku w Wielkiej Brytanii, potem rozlał się na inne kraje. W Polsce to już 8 edycja. Kiedy był ten moment, że pomyślałaś o tym, że ten program jest właśnie dla Ciebie. 

Od samego początku. Oglądałam program od pierwszego odcinka, a przy pierwszej edycji, kończyłam właśnie liceum. Zawsze kibicowałam uczestników i oczywiście obstawiałam swoich faworytów i zawsze myślałam o tym, że mogłabym wziąć w tym udział, bo po prostu podoba mi się ten program. Lubię to, że uczestnicy działają pod adrenaliną, pod wskazany temat. Ja prywatnie, też tak lubię działać, a najgorzej jak ktoś mówi, zrób co chcesz, wtedy mam pustkę w głowie. 

– Cóż więc się stało, że zdecydowałaś się właśnie teraz, na to aby zgłosić się do programu?

To był impuls. Któregoś wieczora zobaczyłam w tv ogłoszenie na nabór do programu. Wydało mi się to szalone i ramach zabawy na swoim IG umieściłam ankietę. Zgłosić się czy nie. Znajomi oczywiście odpowiedzieli – zgłaszaj, więc nie myśląc długo wypełniłam ankietę na stronie programu. Dziś myślę, że gdybym dłużej się na tym zastanawiała i analizowała, to pewnie gdzieś by się to rozeszło. 

Potem na jakiś czas zapomniałam o zgłoszeniu, aż któregoś dnia zadzwonił telefon z zaproszeniem na udział w precastingu. Pojechałam więc do Warszawy, do wyboru miałam trzy miejsca, ale ja zdecydowałam się na Warszawę. 

– Czy to właśnie był ten moment, kiedy trzeba było przygotować jakieś danie konkursowe?

Tak, tu trzeba było przygotować coś swojego i ja zrobiłam curry z kurczakiem.

– To twoje danie popisowe?

To danie, którego jestem pewna, robię je od lat, smakuje, często je gotuje. Ale jest to też danie, które przyniosło klęskę.

– Co to oznacza?

Przez to samo curry, dzięki któremu dostałam się do programu, również z niego wyleciałam. 

– Jak to możliwe?

Jest to trochę dla mnie niezrozumiałe, ale cóż tak bywa.

– Może to był moment na telewizyjny show, czasem i dobre dania po prostu gdzieś giną.

Dokładnie tak się stało w tym przypadku.

– No tak, nawet najpiękniejsze historie czasem się kończą, ale porozmawiajmy jeszcze chwilę o programie „od kuchni”. Przyznam Ci się, że wprost mnie zadziwia i niejednokrotnie zawstydza wiedza uczestników, nie mówiąc już o dziecięcych edycjach. Czy w jakiś szczególny sposób przygotowałaś się do tego programu. 

Był czas, na przypomnienie sobie, pewnych definicji i nazw, oczywiście, ale chciałam to podkreślić, co powiedziano nam na samym początku i pod czym się podpisuję. Masterchef to przede wszystkim program rozrywkowy o tematyce kulinarnej i tak powinniśmy wszyscy do tego podchodzić. Jest to program dla amatorów i osoby, które przychodzą mają najróżniejszy bagaż doświadczeń za sobą. Większy lub mniejszy. Bardzo dużą rolę odgrywa osobność. 

– Tak, mam wrażenie, że w każdym programie teraz trzeba siebie pokazać, niż coś co się potrafi, niemniej jednak w tym programie, mam wrażenie, że trzeba coś jednak umieć. 

Zdecydowanie tak, jednak osobowość, barwność postaci odgrywa dużą rolę.

– W programie tym, bardzo ważne jest jury. To prawdziwe gwiazdy telewizji. Proszę powiedz, kto z nich zrobiła na tobie największe wrażenie i po prostu jacy oni są. 

Kontakt z jury w zasadzie mieliśmy tylko podczas nagrania. Nagranie, to nie tylko godzina, jaką możemy oglądać co niedzielę, wiadomo trwa to troszkę dłużej. Bardzo przyjemnie pracowało mi się pod okiem Michel Moran, jest on bardzo ciepłym i pomocnym człowiekiem. Widać, że chce coś podpowiedzieć, zasugerować, dać po prostu dobrą radę, a to jest podczas tego całego stresu bardzo przydatne. Pani Magda Gessler, to prawdziwa petarda. Nigdy nie wiadomo co powie, na co zwróci uwagę, co ją zachwyci, a co odrzuci, w związku z czym wiele osób drży o jej opinię. Pani Ania Starmach, jest chyba najłagodniejsza z całej trójki i jej uśmiech rozładowywał emocje. 

Oprócz jurorów jest też całkiem spora ekipa osób, które opiekują się uczestnikami, są to wspaniałe, młode osoby. 

 

– Czy coś Ciebie rozczarowało?

Rozczarowało nie, ale wiadomo, czym innym jest coś co sobie wyobrażasz, a później kiedy stajesz z tym oko w oko, wygląda to ciut inaczej. Tylko nie odbierz tego, że narzekam. 

 Czy wiedząc już to wszystko, jak wyglądają kulisy programu, to czy zgłosiłabyś się raz jeszcze?

Hmm, wiesz, nawet myślałam o tym ostatnio. Jest coś w magii takich programów, jest adrenalina, jest jakiś magnez. Być może tak. Zresztą oprócz tego wszystkiego to po prostu poznałam fantastyczne osoby, które znakomicie gotują, za niektóre, które zostały nadal w programie trzymam kciuki. To był na pewno bardzo ciekawy czas i z niektórymi myślę, że długo będę w kontakcie. 

– Oglądając ten program, zauważyłam, porównując oczywiście do innych podobnych formatów, że często trafiają tam ludzie z pokorą, tacy wsłuchani w podpowiedzi jury, nie ma totalnej brawury, czy szalonych „odpałów”

Tak to prawda, coś w tym jest. Poznałam tam bardzo ciekawe osoby, posiadające niezwykły smak i wiedzę, a poza tym bardzo fajnych tak na życie. Bardzo dobrze poznałam finałową czternastkę. Oni wszyscy świetnie gotują, są inspirującymi osobami. Stoczyliśmy wiele rozmów, wzajemnie się nakręcaliśmy. 

– A Ty jaką kuchnię lubisz? Jak Ty gotujesz?

Ja uwielbiam eksperymentować, nie lubię trzymać się przepisów. Czasem wystarczy zdjęcie zobaczone gdzieś, a już mnie zainspiruje do konkretnej potrawy. Lubię też robić desery, może nie tyle co ciasta, ale 

– A czy jest coś czego nie lubisz, robić, jeść?

Nie lubię podrobów. W programie musiałam przygotować udko faszerowane wątróbką drobiową i dałam radę. Smakowało jury, więc chyba dobrze, ale raczej nie będę tego robiła w domu. 

– Może powinno być tak, że top kucharz powinien może nie tyle lubić co umieć zrobić wszystko.

Wiesz i tak i nie. Pewnie myślę, że dobry kucharz powinien dać radę zrobić wiele rzeczy, ale z drugiej strony, kto jest od wszystkiego ten jest do niczego. Fajnie też się trochę specjalizować. Choć niestety w programie, ten ktoś kto najbardziej lubi piec ciasta, nie miały za dużych szans. Desery są tam marginesem. 

– No dobrze, a jak twoje gotowanie „znosi” rodzina?

(śmiech) Moje dzieci jedzą wszystkie moje potrawy, za to mąż niekoniecznie. Lubi tradycyjne potrawy. 

– Czy myślisz o jakimś kulinarnym swoim miejscu na mapie Koszalina.

Myślę, ale to wszystko dopiero przede mną. Ten biznes pochłania mnóstwo czasu i zaangażowania, a ja chciałabym móc wszystkiego dopilnować. W domu trójka małych dzieci, więc myślę, że po prostu na wszystko przyjdzie czas. 

 

Najpopularniejsze
Zapisz się do mojego newslettera
Kategorie
Archiwum
Ludzie

Podobne wpisy

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Zobacz wszystkie komentarze