Brak komentarzy

Leniwe Koty

Na to czekałam. Tam mogę śmiało to powiedzieć. Za chwilę przeczytacie kilka zdań o lokalu, do którego musicie się wybrać w te wakacje. Spieszcie się, bo wakacje, jak to wakacje mijają szybko, a szkoda, aby zmarnowała się taka okazja.

Nazywają się Leniwe Koty. Kotami są, ale na pewno nie leniwymi. Dziś otwierają swoje miejsce w Mielnie przy ul. Chrobrego 30. Zaprosili mnie, aby pokazać, co szykują na ten sezon i powiem Wam, że jest naprawdę interesująco. A dlaczego? Zacznijmy od początku.

Leniwe Koty to Bartek Denis i Oskar Borkowski, to ich pierwszy sezon w Mielnie, choć ich doświadczenie jest imponujące. Zresztą słowa, słowami, liczą się rzecz jasna czyny, atmosfera, no i pyszne jedzenie. Z założenia jest to knajpka ze street foodem, ale trzon ich działalności to koktajle, na które Bartek ma prawdziwą zajawkę. Koncept jest prosty i mocno wakacyjny. Tematem przewodnim są smaki karaibskie i koreańskie plus wariacje na temat sushi. Chodzi o przekąski do turbo koktajli, alkoholowych lub niealkoholowych.  Czyli przychodzisz na drinki oparte głównie na rumie, ale nie tylko oczywiście i do tego łapiesz szereg przekąsek.

Zobaczcie co miałam okazję przetestować, może coś z tych smaków na tyle wam się spodoba, że zechcecie sprawdzić sami. I muszę to dodać, bo to trzeba dodać, chłopaki po prostu genialnie opowiadają o jedzeniu. O wszystkich składnikach, o etapach tworzenia dań, więc jak będziecie, śmiało pytajcie o wszystko, szukajcie smaków. Oni po to tam są, tym bardziej, że nie korzystają z gotowych półproduktów, więc efekt finałowy może być modulowany na każdym etapie.

Zaczęłam od koktajlu bezalkoholowego Rhubarb&Strawberry Mojito, na które składa się syrop z truskawek, imbiru, werbeny, sok z limonki i soda rabarbarowa.  Mieszanka światowa. Dlaczego światowa? Zobaczycie również w kolejnych propozycjach. Chłopaki lubią łączyć smaki orientu z polskimi. Stąd zderzenie rabarbaru, truskawki i imbiru z limonką. W kolejnych daniach też zauważycie tą unikalną, ale jakże udaną kombinację.

Przystawka ceviche. Kawałeczki dorsza bałtyckiego marynowane w cytrusach, z chrupiącym mango, avocado, granatem, ale i z polską rzodkiewką, świeżą kolendrą. Smak wyostrza autorski wegański majonez z wasabi, a wszystko na faworku. Naprawdę pyszna kompilacja. Ja jem przeważnie rzeczy o łagodnym smaku, w tej przystawce, cieszył każdy dodatek i fuzja smaków, co kęs to inne doznanie. Jeśli jesteście zdecydowani bardziej na picie niż jedzenie, ta przystawka to must have waszego zamówienia.

Sushi, spójrzcie na zdjęcie. Ja ze swojej strony dodam, że są lekkie choć wyraziste w smaku, niesamowicie świeże, różnorodne. Sos sojowy i wasabi, a także pyszny marynowany imbir (generalnie nigdy go nie jem, bo jest zbyt konserwowy i smakuje mydłem, a w tym przypadku zjadłam ze smakiem) w niewielkiej ilości, delikatnie podbijają smak, choć zaryzykowałabym, że i bez tych dodatków sushi smakowałoby wam znakomicie, jest po prostu porządnie zrobione. Na pochwałę zasługuje sushi z tuńczykiem oplecione wdzięcznie tasiemką z ogórka, sushi z dorszem i karmelizowaną cebulką, a także sake nigiri z majonezem wasabi i odrobiną kawioru. Niebo w gębie. Zresztą sushi w setach większych i mniejszych można śmiało brać na wynos i delektować się nim na plaży.

Na uwagę zasługują też dwa rodzaje hot dogów, nie wiem, który bardziej polecić, więc bierzcie dwa, są zupełnie inne, ale oba w zaskakujących odsłonach.

Pierwszy z nich jest w formie szaszłyka i nazywa się #corndog. Składa się z drobiowo-wieprzowej kiełbaski, w chrupiącym panko. Całość obtoczona jest w trzcinowym cukrze, smażona i polana dwoma sosami: znanym już z innych potraw wegańskim majonezem wasabi oraz wędzonym majonezem. Przekąska, bardzo wakacyjna, a jej pochodzenie koreańskie niesie nutę orientalnych smaków i zupełnie inną formę hot dogów, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni. Porcja nieduża, więc na mniejsze brzuszki idealnie

Drugi hot dog, zwrócił moją szczególną uwagę ze względu na maślaną bułkę z sezamem. Tą bułkę chciałabym jeść codziennie na śniadanie. Wyborny smak, przełamany smakiem kiełbaski, pikantnym chorizo, grillowanym cheddarem. Słodki smak uwydatnia chutney z mango. Polski akcent? Spora porcja kolendry i szczypiorku. Nie powiem, który lepszy, oba są super.

Na koniec coś dla fanów kwaśnych smaków. Bataty, kimchi, cheddar z majonezem wasabi i czarnym aioli z fermentowanym czosnkiem. Bardzo wyraziste smaki. Znajdziecie je pod nazwą K-Fries, czyli frytki po koreańsku. Z przyjemnością danie to, można potraktować w formie lunchu.

Przeczytaliście same ochy i achy, bo tak było. Zresztą wybornie rozmawiało się o jedzeniu, a takie to niestety rzadkie. Dowiedziałam się kilku pysznych faktów i wam też polecam rozmawianie. Zresztą po kilku zdaniach z właścicielami czy z obsługą, zazwyczaj już wiadomo, czy będzie smacznie. W lokalu leci delikatna, chilloutowa karaibska muzyka, prosty, ale gustowny kawałek mieleńskiej podłogi mam nadzieję, że rozkwitnie w sezonie.

Z pełną świadomości piszę do was, Koszalinianie, abyście szukali perełek, a ta zdaje się taką być, oby formy i zapału starczyło Kotom do końca sezonu. Dodam na koniec, że wszystkie jednorazowe naczynia wykonane są z materiałów biodegradowalnych, więc nie bójcie się o mieleńskie foki.

Ja na pewno wybiorę się tam, jakiegoś wieczoru, jestem bardzo ciekawa koktajli alkoholowych i jeszcze więcej sushi.

Ponoć są plany na coś więcej i na coś całorocznego w Mielenie. Byłoby wspaniale.

 

Leniwe Koty

Ul. Chrobrego 30, Mielno

Najpopularniejsze
Zapisz się do mojego newslettera
Kategorie
Archiwum
Do 100 km, Restauracja

Podobne wpisy

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Zobacz wszystkie komentarze